środa, 15 stycznia 2014

Procesy technologiczne..obróbka!

Witajcie :)

Dzisiaj trochę o tym jak przygotowywać posiłki. Trochę już o tym wspominałam, dziś zbieram to w całość. Proste porady, które każdy kiedyś wiedział ale może zapomniał :)  Post jest krótki, ponieważ czeka mnie dziś sporo nauki na uczelnię, ale pamiętam o Was i następny post zgodnie z prośbą będzie dla tych, którzy dużo pracują, również w nocy i nie bardzo wiedzą jak się odżywiać.


CIEMNIENIE WARZYW I OWOCÓW

Najprostszym sposobem na uniknięcie brzydkiego brunatnienia naszych surowców jest:
  • od razu po obraniu pokropienie cytryną 
  • zamoczenie w wodzie (niestety powoduje to trochę strat składników odżywczych)
  • zamknięcie w hermetycznym opakowaniu
  • blanszowanie (może być w osłodzonej lub zakwaszonej wodzie)
ZMNIEJSZENIE STRAT SKŁADNIKÓW ODŻYWCZYCH PODCZAS OBRÓBKI

Wydaje mi się, że już kiedyś wspominałam, jak zmniejszyć spadek składników odżywczych, więc tylko krótko przypomnę
  • cienko obierać - często pod skórką znajduje się najwięcej składników odżywczych
  • szybko płukać - im dłużej obrane surowce leżą w wodzie tym większe są straty (pamiętam jak moja mama zawsze wcześniej obierała ziemniaki, wrzucała je dowody a gotowała je dopiero po długim czasie - zdecydowanie teraz nie pochwalam)
  • rozdrabniamy, kroimy, siekamy bezpośrednio przed dalszą obróbką - np. przed gotowaniem
  • rozdrobnione surowce chronić przed dostępem światła i tlenu - zapobiegamy w ten sposób utlenieniu witamin
  • stosujemy czyste narzędzia ze stali nierdzewnej, drewniane lub plastikowe
GOTOWANIE NA PARZE
  • zachowany zostaje kolor, smak i struktura surowca
  • mniejsze straty składników odżywczych niż podczas gotowania w wodzie
GOTOWANIE W WODZIE
    • warzywa należy wrzucać do wrzącej, osolonej wody - obniżenie strat witaminy C
    • gotujemy możliwie krótko, w małej ilości wody i pod przykryciem
    • warzywa zielone typu: szpinak, brukselka, groszek zielony, fasolka szparagowa (barwione chlorofilem) gotujemy bez przykrycia!
    • warzywa typu: marchew, dynia (barwione karotenem) gotujemy z dodatkiem tłuszczu
    • warzywa typu: buraki ćwikłowe, czerwona kapusta gotujemy z dodatkiem kwasu i buraki najlepiej w skórce
    • warzywa kapustne gotujemy z dodatkiem cukru, mleka, na początku bez przykrycia
    • ziemniaki: zalewamy wrzącą, osoloną wodą, doprowadzamy do wrzenia i gotujemy przy umiarkowanym wrzeniu
    • jajka w skorupkach aby uniknąć pęknięcia wkładamy do zimnej wody, a czas liczymy od momentu zawrzenia wody
    • makaron gotujemy we wrzącej, osolonej wodzie, po ugotowaniu zalewamy zimną wodą
KUCHENKI MIKROFALOWE

Nadal wydaje mi się wywołują sporo kontrowersji. Używać czy nie? Niektórzy widzą w tym tylko promieniowanie, być może kojarzą sobie to z wyrośnięciem dodatkowej głowy.. w każdym razie chciałabym rozwiać trochę wątpliwości. 

  • źródłem mikrofal jest magnetron, mikrofale wnikają do wnętrza ogrzewanego produktu
  • takie produkty nie mają przyrumienionej, chrupiącej skórki (jak np. w przypadku użycia piekarnika)
  • z mięs wycieka dużo soków, co niestety zmniejsza ich wydajność i soczystość
  • smak i zapach w porównaniu do innych obróbek również będzie gorszy, często odpowiednie substancje aromatyczno-smakowe po prostu nie zdążą się wyzwolić
  • jeśli nie zastosujemy odpowiedniej mocy i temperatury niektóre produkty, potrawy mogą stać się gumowe - radzę więc dokładnie przeczytać instrukcje :)
  • jednak takie ogrzewanie przebiega szybciej i może być stosowane do odgrzewania i podgrzewania potraw
  • mniejsze są straty składników odżywczych w porównaniu np. do gotowania (produkt nie ma styczności z gorącą powierzchnią)
  • z badań, które znalazłam na temat wynika, że nie stwierdzono szkodliwości działania mikrofalówki, ale to, że nie stwierdzono nie oznacza, że szkodliwa nie jest. Musimy jednak zdawać sobie sprawę, że wiele elektronicznych urządzeń może być dla nas niebezpiecznych, a jednak używamy ich..co byłoby więc najbezpieczniejsze? - to proste spożywać potrawy od razu po ich przygotowaniu, omijać podgrzewanie.. ale czy to wykonalne w dzisiejszym świecie? ;)
  • jeśli ktoś jest ciekawy jak działa mikrofalówka, znalazłam taki filmik http://www.youtube.com/watch?v=kp33ZprO0Ck

czwartek, 2 stycznia 2014

Witajcie .. w Nowym Roku :) Dziś o kontroli..

Witajcie!

Jako psycholog (chociaż in progress) mam coraz to świeższe spojrzenie na psychospołeczne przyczyny nadmiernego jedzenia lub na odwrót niedożywienia.

Najczęstszymi przyczynami utraty KONTROLI nad naszą dietą (czyli najprościej tłumacząc stylem odżywiania) są nasze emocje, stres, pewne przekonania oraz oczekiwania, mają też na to wpływ cechy naszej osobowości oraz różne wewnętrzne mechanizmy radzenia sobie z problemami.

Brak umiejętności kontrolowania ilości spożywanych pokarmów 

  • często dochodzi do tego, gdy jedzenie ma dla nas charakter automatyczny, czyli jemy zawsze gdy oglądamy telewizję, ktoś nas odwiedza, albo my odwiedzamy kogoś, idziemy do kina, do teatru
  • jemy gdy pijemy alkohol, zawsze na imprezce obok alkoholu leży mnóstwo przekąsek, najczęściej są to chipsy, do tego sosy, które zawierają dużo śmietany, majonezu ( a przecież można by je robić na bazie jogurtu! ;) ); upojenie alkoholowe sprzyja podjadaniu,wszystko nas kusi
  • problemem też może być kac, gdy boli nas żołądek i sama zawsze mówiłam, że "umrę jeśli nie zjem nic tłustego"
  • wakacje - tu chyba nie ma co tłumaczyć.. ;)
  • negatywne mocje, depresyjny nastrój, poczucie skrzywdzenia, czasem nawet złość może powodować właśnie utratę kontroli nad tym (nie tyle co) ile jemy - jedzenie tłumaczymy sobie jako usprawiedliwienie porażek, łagodzenie lęków, smutek kompensujemy sobie poprzez jedzenie (Jednak nadmierne jedzenie w końcu cale nie przynosi nam poprawy nastroju, tylko prowadzi do przybrania na masie, co powoduje znowu zły nastrój, a nawet jeszcze gorszy. Błędne koło. Zdecydowanie nie tędy droga.)
  • błędne nawyki żywieniowe wyniesione jeszcze z domu rodzinnego, a później przekazywanie swoim dzieciom - rodzice popełniają wiele błędów żywieniowych, a jeśli nawet to nie rodzice, to często zdarza się, że dziadkowie zbytnio "rozpieszczają" swoje wnuki, niszcząc wszystko to nad czym pracowali rodzice



Jak widać nadmierne jedzenie, a w konsekwencji nadwaga, otyłość to złożony problem i nie można rozpatrywać go tylko z jednego punktu widzenia. Jeśli zauważasz u siebie chociaż jeden z tych problemów dietetyk jest koniecznym rozwiązaniem dla Ciebie, ale nie jedynym. Pomoc drugiej doświadczonej osoby wydaję mi się tu niezbędna. Polecam psychologów, ponieważ na moich dietetycznych studiach podejście do osobowości człowieka było poruszone tylko przez chwilę.. moim zdaniem nie wystarczającą.
Rozwiązanie problemy nadmiernego jedzenia leży nie tylko w braku wiedzy dotyczącej "zdrowego odżywiania", ale też właśnie naszej osobowości i tego wszystkiego o czym pisałam na początku.


Dziś tak krótko, bo dawno nic nie pisałam, ale planuję napisać jeszcze o:


  • co jeść, gdy pracuje w nocy
  • jak łatwo w codziennej diecie ograniczyć kcal
  • zdrowe, słodkie, słone przekąski
  • jak pozbyć się "wiecznego" głodu
  • jak czuć się najedzonym bez uczucia przepełnienia
  • jak usunąć tłuszcz z potraw
  • jak pić alkohol, żeby następnego dnia nie umierać ;)
  • jak osiągnąć cel w odchudzaniu
  • mleko - pić czy nie?
  • SUPERprodukty
  • jak planować? jak zmienić nawyki żywieniowe? które są te dobre?


Co u mnie?
Ostatnimi czasy nie pracowałam w ogóle jako dietetyk. Można powiedzieć, że usunęłam się w cień i przyznaję, że brakuje mi tego. Dlatego wracam ;)
Do zobaczenia niedługo!

Zapraszam też do pisania do mnie: dietetyknadiecie@gmail.com

poniedziałek, 1 lipca 2013

Co u mnie? Odchudzanie, bieganie?!, głodówka, koniec sesji..

Witajcie!

Cały czas szykuję się żeby napisać posta na temat diety 5:2 dr. Mosleya. Jestem mniej więcej w połowie książki, chcę się jednak porządnie przygotować, zorientować co ma jeszcze do zaproponowania. Już widzę kilka rzeczy, które na pewno opiszę. Wrócę do tego za chwilę..

Jednak dzisiejszy post chciałabym poświęcić głównie sobie. Nazwa mojego bloga zobowiązuje mnie do opisania jak mi idzie moje odchudzanie ;)

Moje życie od kilku lat kręci się głównie wokół tematu odżywiania, można nawet powiedzieć, że mam lekką fiksację na ten temat. Dobrze czy źle? Sama nie wiem, mam dużą świadomość tego, co jem i chcąc czy nie chcąc często patrzę na talerze innych. Teraz różnią się bardzo od mojego, ale były też czasy gdy wyglądały podobnie. Myślę sobie często ile co ma kcal, ile białka, ile tłuszczu itp. Jestem też mniej ufna w stosunku do restauracji, a jeśli już się do niej wybiorę długo odczuwam wyrzuty sumienia - to akurat nie jest dobre, wiem..

Od początku marca, a właściwie od końca lutego schudłam 13-15 kg - dlaczego raz 13 raz 15?, bo wszystko zależy od dnia. Są momenty gdy jest to równo 15, a po wczorajszym obiedzie skoczyła mi masa ciała o 1.5 kg w górę - więc różnie to bywa :) Były tygodnie w których masa ciała w ogóle się nie zmieniała, ja jednak widziałam różnicę w ubraniach, były dni gdy nagle kilogramy uciekały.. i tak na zmianę. Na początku dużo ćwiczyłam sama, później chodziłam na pilates raz lub dwa razy w tygodniu. Teraz nie robię nic, więc może dlatego nie mogę ustabilizować masy ciała.

Marzy mi się jeszcze 1.5 kg mniej, ale zobaczymy jak wyjdzie. Na pewno nie wracam do starych nawyków żywieniowych, nie wracam do słodyczy i innych tego typu przekąsek, nie chcę też jeść jogurtów owocowych i innych takich. Nie wrócę również do chleba, za to wracam do ziemniaków, makaronu, ryżu. Zdecydowanie chcę też odrzucić słodkie napoje, typu Nestea - bardzo za nią tęsknię, tak jak na słodycze ochota mi minęła, napoje tego typu zawsze będą mieć w moim sercu swoje miejsce :D ale już tak długo ich nie piję, że wierzę, że dam radę.

Skończyłam pierwszy rok psychologii, byłam zmęczona sesją i nie poszła mi tak dobrze, jak chciałam, ale nie ma tragedii. Przyjaciółka gorąco namawia mnie do biegania! Nigdy tego nie lubiłam, ale podobno można się przyzwyczaić, więc obiecuję spróbować któregoś wieczoru. Mam dobre buty do biegania, dresik, teraz tylko muszę się odważyć:)

A teraz HIT! Postanowiłam, właśnie czytając książkę o diecie 5:2, przeprowadzić ... GŁODÓWKĘ.
O głodówce wspominano mi gdy studiowałam dietetykę - jest traktowana przez specjalistów jako coś co jest "zdrowe", na pewno nie chodzi tutaj głównie o schudnięcie (nawet obawiam się, że pewne kilogramy szybko wrócą). Bardziej o "oczyszczenie swojego ciała", duchową rewolucję, regenerację - jakbyśmy tego nie nazwali wiadomo o co chodzi. Moi wykładowcy polecali od czasu do czasu zrobić sobie taką głodóweczkę, oczywiście pod nadzorem lekarza i dietetyka - nie każdy może też sobie na coś takiego pozwolić.
Już od jakiegoś czasu o tym myślałam, jednak nigdy nie miałam na tyle odwagi, żeby to zrobić. Nawet negowałam takie pomysły, ale rozmawiałam z przyjaciółmi z "branży", z kilkoma innymi osobami i lekko zmieniłam zdanie! Jestem zdrową, pełną życia osobą, świadomą swoich wyborów dlatego się na to decyduję. Zastanawiałam się czy opisać to tutaj, ponieważ nie wszyscy mogą to zrozumieć i pójść za moim przykładem ze złych powodów. A dlaczego zaczęłam dziś? Bo mam pusto w lodówce i przynajmniej nie muszę iść na zakupy ;)

Moja głodówka będzie trwała 3-4 dni, będę podczas niej pić tylko wodę, zastanawiam się jeszcze nad herbatą czarną, ale na razie poradzę sobie bez niej.
Znam swój organizm, nie jestem jednak do końca pewna jak zareaguje (tego nigdy nie możemy być pewni) dlatego oczywiście biorę pod uwagę to, że będę musiała z niej zrezygnować.
Najprawdopodobniej na początku będę odczuwać ból głowy, "kiszki będę mi grały marsza", a ja będę lekko zmęczona. Gdy jednak dojdą do tego zawroty głowy - rezygnuję. Jutro lub pojutrze te objawy miną i wpadnę w stan euforii. Tak opisywano mi to w szkole, dokładnych procesów zachodzących w ciele opisywać na razie nie będę, ale codziennie obiecuję relacjonować jak mi idzie.

Czy rzeczywiście poczuję się lepiej? Kończę w czwartek wieczorem i wszystko Wam opowiem.
Próbowaliście kiedyś sami?


sobota, 15 czerwca 2013

AKCJA ODCHUDZANIE - FINAŁ!!!!! - część 2 - MAGDA

Witajcie!

Dzisiaj opiszę zmianę jaką przeszła kolejna uczestniczka AKCJI ODCHUDZANIE - Magda!


Magda startowała z masą ciała równą 79.5 kg, a jej BMI wynosiło 28.2 - więc niebezpiecznie blisko jej było do otyłości. W odpowiednim czasie postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i zaczęła współpracę ze mną.

Tutaj możecie przeczytać jakie były jej początki:
http://dietetyczkanadiecie.blogspot.com/2013/03/akcja-odchudzanie-magda.html
Tutaj możecie przeczytać jak szło jej w trakcie:
http://dietetyczkanadiecie.blogspot.com/2013/04/akcja-odchudzanie-relacja-czesc-i.html


Jak się zmieniała masa ciała Magdy podczas akcji?


BMI Magdy wynosi teraz 25.9. Gratulujemy Magdzie! To bardzo duży spadek!

Ustaliłam Magdzie dietę o kaloryczności mniej więcej 1400 kcal, później troszkę więcej ponieważ dodałam nowe produkty do jadłospisu. Nie chciałam jej zbytnio męczyć i starałam się urozmaicić posiłki.


Jakie odczucia ma Magda?

"Zgłaszając się do Ady na akcje szczerze mówiąc nie do końca wierzyłam w siebie i w to że mi się uda schudnąć bo przecież tyle razy próbowałam i z marnym rezultatem;/ No ale jak się coś zaczęło to trzeba to skończyć.Pomyślałam sobie że dam rade przecież nie chcę już wyglądać tak jak wyglądam z takim bagażem nadwagi. 

Idąc do sklepu ciężko było cokolwiek kupić bo wszystko co się podoba jest przecież za ciasne;/ Moja stała waga zawsze wahała się miedzy 68-70 przed samą ciążą ważyłam 62 kg a po ciąży już 86 i tak zostało do niedawno a mój synek ma już 7 lat.W moim przypadku jest tak ze stres zajadam, udawało mi się schudnąć na "krótkiej"diecie z 5 kg ale potem za jakiś czas znowu waga wskazywała 85-86 kg.
Nadszedł czas ze postanowiłam do zmienić bo robię to przecież tylko i wyłącznie dla siebie chce się zacząć lepiej czuć,nie męczyć się tak szybko,po prostu cieszyć się życiem a nie stronić od ludzi.

Ja swoją walkę sama z sobą zaczęłam w lutym z wagą 86 kg sama próbowałam coś zmienić trwało to dosyć długo waga powolutku zaczęła spadać i jak dołączyłam do akcji z Adą waga wskazała 80 kg. Bardzo się ucieszyłam że Ada mnie wybrała bo miałam okazję poznać zasady zdrowego odżywiania i sposobu przygotowywania posiłków. Początki były trudne bo nie byłam przyzwyczajona do pięciu posiłków dziennie;/ Śniadania jadałam rożnie czasami nawet o 12.00 albo wcale a tu nagle trzeba przestawić swój organizm i pierwszy posiłek jest miedzy 8-9.Myślałam że będę chodzić głodna ale z biegiem czasu organizm się przyzwyczaił i domagał się posiłków o stałych porach nawet niektóre porcje wydawały się za duże i nie zjadałam wszystkiego:)

Przyznam się ze przygotowywanie śniadań, podwieczorku i kolacji nie jest dla mnie problemem, nauczyłam się jak jeść i co jeść i uwielbiam to jedzenie ale obiady nadal są dla mnie problemem nie bardzo mam pomysły na obiad, może z czasem przyjdzie natchnienie i będzie dobrze.Oczywiście to było wiadome, że nadejdzie kryzys i nastąpiło to w połowie akcji. Miałam już dosyć chciałam otworzyć lodówkę i "rzucić się na jedzenie" na cokolwiek i najeść się do woli,ale pomyślałam sobie "Magda nie możesz tego zaprzepaścić tak daleko zaszłaś "spojrzałam w lustro i patrzę, że faktycznie szkoda tego całego wysiłku przecież zaczynam już  być zadowolona ze swojego wyglądu a do osiągnięcia mojego celu brakuje można powiedzieć niewiele w porównaniu z początkiem mojego odchudzania. 

Moja obecna waga to 73 kg  podczas całej akcji odchudzania udało mi się pozbyć 7 kg:) Z czego jestem bardzo dumna, znajomi rodzina są pełni podziwu, że udało mi się ze chce mi się przygotowywać te posiłki,jak to powiedział mój Tata "mi by się nie chciało tego przygotowywać chyba że ktoś by mi zrobił":) "


W trosce o swoje zdrowie Magda powinna jeszcze schudnąć 3 kg, aby pozbyć się nadwagi. Wiemy jednak, że to nie będzie problem! Magda jest dzielna i mimo tego, że naszedł ją kryzys, nie poddała się! Zresztą sami zobaczcie:

"Dziękuje Adzie za spędzone dwa miesiące,i poświęconą każdą chwilę,mogłam na nią liczyć w każdej chwili zawsze służyła radą i pomagała,gdyby mieszkała bliżej osobiście bym jej podziękowała:)
Moje życie zmieniło się nie do poznania nie chce już wrócić do tamtej wagi. Jestem teraz inna osobą pewna siebie zadowoloną i pozbyłam się niektórych moich kompleksów:) Czuję się również lżejsza zdrowsza silniejsza nie meczę się jak wchodzę po schodach.
jestem dawna sobą;)
Dla mnie to nie jest jeszcze koniec a część drogi która przebyłam i będę dalej walczyć i się nie poddawać aż osiągnę swój cel a i wtedy nie osiądę na laurach;) dziękuje jeszcze raz z całego serca szkoda, że tak szybko minęły te dwa miesiące i kończymy akcje,ale jestem dobrej myśli i mam nadzieje ze pozostanę z Adą w kontakcie;)"


Poprosiłam też Magdę o przygotowanie jadłospisu w oparcie o moje propozycje, w końcu zostawiam ją teraz z samą sobą i musi sobie jakoś radzić. Zdała egzamin celująco! Bardzo podobają mi się jej propozycje i po prostu czuję to w kościach, że Magda osiągnie cel! Zwłaszcza, że wszyscy widzą jaka zmiana zaszła w Magdzie, a to jestem pewna dodatkowo motywuje :)

Bardzo też dziękuję za miłe słowa, aż mi się łezka w oku kręci - jestem dumna z Magdy i Asi! Wszystkim wokół siebie opowiadam, jak Wam świetnie poszło - też dodawałyście mi siły w mojej walce nad swoim ciałkiem ;)


Ale sama masa ciała to nie wszystko - Magda również zapisała jak zmieniły się jej wymiary, a oto wyniki:

Razem - 38 cm!!


Ale to jeszcze nie koniec niespodzianek! Magda też wysłała mi swoje zdjęcie, żeby pokazać jak się zmieniła :) Po lewej zdjęcie przed, a po prawej zdjęcie po! Ale zmiana! Gratulacje jeszcze raz!!!!!!


Magda pozbyła się aż 7 kg! Brawo brawo!

Na zakończenie:

Mam nadzieję, że udało mi się zaszczepić na stałe w Magdzie i Asi zdrowe nawyki żywieniowe. Mam nadzieję, że będą się co jakiś czas odzywać i relacjonować jak im idzie :) Nie chcę słyszeć o efekcie jojo! 

Zaplanowałam też dla Asi i Magdy pewną niespodziankę i obiecuję odezwać się po sesji i jak wyzdrowieję :P

Jest to też zakończenie mojej akcji. Na razie nie planuję nic podobnego, jeśli jednak ktoś prywatnie chciałby się do mnie zgłosić, zapraszam do pisania na mój email: dietetyknadiecie@gmail.com


Trzymam kciuki i pozdrawiam wszystkich :)

niedziela, 9 czerwca 2013

AKCJA ODCHUDZANIE - FINAŁ!!!!! - część 1 - JOANNA

Witajcie!

Bez zbędnych szczegółów typu "co tam u mnie" rozpoczynam post o mojej akcji odchudzanie!

Odchudzanie z JOANNĄ rozpoczęłyśmy 2 kwietnia. Przesłałam jej krótką ankietę, dzięki której chciałam się zorientować jak wygląda dzień Asi, czy ćwiczy i co najważniejsze, co lubi a czego nie lubi jeść. Wyszłam z założenia, ze w swojej pracy nie będę nikogo zmuszała, żeby np. polubił brokuły. Zostawiłam też Asi pewną dowolność - mogła jeść wybrane, zaakceptowane przeze mnie warzywa i owoce, w jadłospisach sugerowałam czasem z czym zrobić kanapkę, albo jaki koktajl przygotować. Pozwalałam też zamieniać dni, prosiłam jednak o nie zamienianie posiłków np. obiadu z wtorku na czwartek.

Asia rozpoczęła walkę z lekką nadwagą - tylko 1.5 kg, której pozbyła się bardzo szybko. Tutaj właśnie sprawdza się pewna reguła, najwięcej chudniemy na samym początku odchudzania - organizm przeżywa szok, z czasem jest coraz trudniej, co dotknęło też Asię.


Na powyższym obrazku możecie zaobserwować jak zmieniała się masa ciała w ciągu tych dwóch miesięcy. Widzimy duży spadek na samym początku i w maju nastąpił kryzys, poszło trochę w górę, ale w czerwcu wróciło do normy. Asia z BMI 25.1 osiągnęła 22.3 ! Jak dla mnie idealnie :) Brawo !

Poprosiłam Asię, żeby opisała mi jak się czuła przez te dwa miesiące :)

"Kiedy zaczynałam współpracę z Adą czułam się zdecydowanie gorzej, brakowało mi energii, chęci, wiary w to, że w ogóle uda mi się coś osiągnąć w kwestii odchudzania. Nie podobałam się sobie, ciągle widziałam za grube uda lub oponki na moim brzuchu. Chciałam coś zmienić ale zawsze miałam sto różnych wymówek.

Akcja odchudzania była dla mnie dużym bodźcem, jestem pewna że gdybym nie została wybrana, nadal bym tkwiła w tym samym miejscu. To nie były łatwe dwa miesiące, ale za to moim zdaniem owocne. Oczywiście miałam w pewnym czasie kryzys kiedy waga stała w miejscu, wtedy zwątpiłam że uda mi się osiągną swój cel i niestety przyznaję się, że dodatkowy stres spowodował, że uległam swoim pokusom. To był tzw ciąg 3 dni, podczas których nie potrafiłam powiedzieć dość, bardzo tego żałuję bo od razu wpłynęło to niekorzystnie na moją wagę. Jednak nie poddałam się, a zaczęłam wszystko od nowa :)

Nauczyłam się przez te dwa miesiące wielu rzeczy, które są już moimi nawykami i mam nadzieję, że na zawsze pozostaną :) Jestem po tym okresie zdecydowanie silniejsza, mam większą wiedzę na temat odżywiania i co najważniejsze polubiłam ćwiczenia, a wydawało mi się to nie możliwe.
Teraz dbanie o to co jem jest dla mnie przyjemnością a nie katorgą, wiem już że robię to dla siebie samej, choć wiedza, że jest ktoś taki jak Ada, która na mnie liczy i osoby śledzące bloga, które również trzymają kciuki dawała mi siłę i wielką motywację.

Dwa miesiące minęły ale dla mnie nie jest to koniec a początek. Nadal kontynuuje dietę która stała się dla mnie dietą codzienną, powszechną.
Dziś ważę 60 kg :) czuję się zdecydowanie silniejsza, atrakcyjniejsza i pewna siebie, te dwa miesiące bardzo mi pomogły poznać samą siebie lepiej :) Już teraz wiem czego chce, jaki mam cel i bardzo wieżę że mi się to uda. Chciałabym jeszcze pozbyć się „ magicznych 5 kg” ale najważniejsze dla mnie to być zdrową i wyglądać fit! ( a nie chudo) Praca nad sobą, swoim ciałem może i jest czasochłonna i nie jest łatwa ale na pewno warta! 

Ta akcja dodała mi takiej motywacji i dobrej energii teraz chce mi się!"

Nawet nie wiecie jak wspaniale przeczytać taką wiadomość :) ! Asia cały czas "walczy" i musimy jej pogratulować. Nie bała się też przyznać do tego, że miała ciężki okres - wszystkim nam się to zdarza. Oprócz tego Asia założyła swojego bloga, który ma ja dodatkowo motywować.

http://byj.blog.pl/  Koniecznie zaglądajcie!

Chciałabym też dodać, że moim zdaniem Asia nie musi się pozbywać tych dodatkowych kilogramów, jej masa ciała jest w normie :)

Nasza współpraca bardzo mi się podobała, starałam się na czas wszystko przygotować i mam nadzieję, ze nie zapomnimy o sobie i jeśli tylko Asia będzie miała jakieś pytania - jestem do dyspozycji :)

Niedługo na blogu pojawi się wpis o Magdzie, a później jeszcze dokładniej to wszystko podsumuję  i powiem co dalej :)

wtorek, 21 maja 2013

Wysiłek fizyczny - co i kiedy jeść?

Witajcie!

Dzisiaj chciałabym opisać Wam bardzo krótko jak odżywiać się przed, podczas i po wysiłku fizycznym.



Dieta na pewno powinna być lekkostrawna, aby uniknąć niepotrzebnego i nadmiernego obciążenia układu pokarmowego.
Zapotrzebowanie na białka zależy od objętości, intensywności treningu, uprawianej dyscypliny i wieku ćwiczącego. Zbyt duże dostarczenie białka może prowadzić do niekorzystnych zmian w organizmie (absorpcja białek przebiega tylko do określonego poziomu, a ich nadmiar wpływa niekorzystnie, powodując przeciążenie wątroby oraz nerek)
Tłuszcze stanowią źródło energii, zwłaszcza podczas wysiłków tlenowych. Zbyt duże dostarczanie tłuszczów  wpływa negatywnie na przemianę materii, może prowadzić do miażdżycy i spadku ogólnej wydolności fizycznej.
Węglowodany, które zmagazynowane są pod postacią glikogenu, stanowią podstawowe źródło energii. Zapasy węglowodanów w organizmie są bardzo ograniczone, dlatego w czasie wyczerpujących ćwiczeń mogą one ulec znacznemu obniżeniu i w konsekwencji doprowadzić do ogólnego spadku siły i wytrzymałości.
Podczas intensywnych wysiłków fizycznych zapotrzebowanie na witaminy znacznie wzrasta (szczególnie na te z grupy B i C, E oraz beta-karoten , dlatego organizm sportowca wymaga stałej, dodatkowej dostawy witamin (odżywki witaminowe).



piątek, 17 maja 2013

Ciągle na diecie, pokusy, stresy! Jak sobie z tym radzić?

Witajcie!

Rzeczywiście długo mnie nie było. Dlaczego? Na końcu tego wpisu ;)


Często sam prawidłowo ułożony jadłospis nie wystarczy aby schudnąć, czy przytyć. Zmiana diety nie zawsze pomaga osiągnąć nam cel. To, co musimy też zmienić siedzi w naszej GŁOWIE! Przyzwyczajenia, myślenie.


  • Jaką jesteś osobą? Określ kim jesteś. Czy porażki wpływają na Ciebie motywująco? Czy wręcz przeciwnie, osłabiają Twoją motywację? Ja muszę przyznać, że porażki powodują we mnie negatywne myśli, jeśli mi się coś nie udaję, często się załamuję, na szczęście studiowanie psychologii już mnie trochę nauczyło, jak sobie z tym radzić. Zdałam sobie sprawę, że może za dużo wzięłam na swoje barki, chciałam realizować cele, które były dla mnie nie do osiągnięcia, albo chciałam osiągnąć je za szybko. Moja ciężka praca, mimo, że "potknęłam się" raz, dwa czy więcej, jest warta zachodu, ponieważ próbuję, staram się i cały czas zmierzam do mety..
Szykuje Ci się jakiś wyjazd? Może jakieś wydarzenie typu ślub, komunia? Chcesz wtedy wszystkich oszołomić swoim "nowym" wyglądem. Oblicz ile dni pozostało Ci do tego wydarzenia, oszacuj ile realnie jesteś w stanie w tym czasie zrobić. Niech to wydarzenie będzie Twoją motywacją!

Można też spróbować czegoś mocniejszego, ja jednak chyba bym się na to nie zdobyła ;) Postaw sobie w kuchni, w pokoju, w łazience - zdjęcie ciała, które Ci się podoba, jakie Ty chcesz mieć, a obok swoje własne. Codziennie na nie patrz i zobacz ile zostało Ci jeszcze do zrobienia. Może właśnie Tobie taki sposób motywacji pomoże. Ja osobiście wycięłabym twarz modelki i przykleiła swoją, np. na lodówce. Wtedy za każdym razem podchodząc do lodówki, patrzyłabym na to zdjęcie i jeszcze raz zastanowiła się, czy na prawdę jestem głodna i czy potrzebna mi ta przekąska. Oczywiście nie musi być to lodówka, a np. szafka, w której trzymasz łakocie (choć nie oszukujmy się, w naszych domach nie powinno być takiego miejsca!!).

  • Zdjęcie, zdjęciem, ale motywować możemy się na wiele różnych sposobów. Na naszej lodówce, tablicy korkowej, gdziekolwiek! może też znaleźć się lista tego, co chcemy osiągnąć. Niech wygląda to mniej więcej tak:
    • 1. Zmieniam swoje nawyki żywieniowe.
    • 2. Jem codziennie warzywa i owoce
    • 3. Ćwiczę w poniedziałki, środy, piątki i soboty. Rower, basen, bieganie, skakanie przez tv, taniec.
    • 4. Słodycze dla mnie nie istnieją.
    • 5. Planuję każdy dzień tak, abym mogła spełnić to, co zaplanowałam. 
    • 6. Zmieniam się dla siebie!
    • 7. Każdego dnia jestem coraz bliżej celu.
    • 8. Chcę schudnąć 6 kg - mam czas do połowy czerwca.
Jest to tylko moja przykładowa lista, ważne jednak żeby czytać ją codziennie, wręcz powtarzać jak mantrę!
Staraj się, aby Twój plan działania był tak skonstruowany, żeby był możliwy do wykonania przez Ciebie.
  • My, ludzie wieczni na diecie, mamy tendencję do myślenia, że wszyscy wokół nas są lepsi, ładniejsi, mądrzejsi, szczuplejsi.. ale przecież tam głęboko w środku wiemy, że to tylko nasze głupie gadanie! Możemy osiągnąć wiele, wyglądać jak chcemy, być zdrowsi, tylko musimy tego chcieć! Do dzieła!
  • Słodycze! Otrzymuję wiele pytań, jak pozbyć się nawyku jedzenia słodyczy. Przede wszystkim nie powinniśmy ich kupować, mam dość silną wolę, dlatego jeśli chodzi o słodycze, przez te już prawie 3 miesiące na diecie potrafię sobie bez nich poradzić. Codziennie jem owoce, które całkowicie zaspokajają moją potrzebę na słodkości.
Wiem jednak, że nie na każdego to działa. Starajcie się więc, aby w Waszych dietach znalazły się takie produkty jak: ziarna zbóż, rośliny strączkowe i warzywa oraz kiełki! Przeżuwajcie je wiele razy aby "uwolnić ich słodki smak". Warto też zwrócić uwagę na słone produkty, które wzmagają łaknienie słodkiego smaku. Lepiej sięgnąć po coś ostrego, kwaśnego lub gorzkiego. Polecam do chrupania seler naciowy:)
Gdy w Waszej diecie znajduje się też za dużo białka zwierzęcego, organizm "dąży" do równowagi i domaga się cukru, dlatego najlepiej do każdego posiłku dodawać warzywa, a jako przekąskę - owoce. Najlepiej na deser sięgnąć po słodkie warzywa, takie jak: burak, karczoch, marchewka, dynia. Z buraka i marchewki można zrobić chipsy :)

Cukier w słodyczach to tak zwany cukier prosty. Co się z nami dzieje po zjedzeniu czegoś słodkiego, np. batonika? Bardzo szybko wzrasta poziom cukru w naszym organizmie, następuje gwałtowny i szybki wyrzut insuliny, w wyniku czego poziom cukru spada i pojawia się szybkie uczucie głodu, więc znowu mam ochotę coś spożyć. 
Nie dzieje się tak w przypadku węglowodanów złożonych, odpowiednich owoców oraz warzyw - dlatego lepiej sięgać po nie, dłużej będziemy czuć się syci.


A dlaczego wciąż macie ochotę na słodkie? Nie znam Waszych organizmów, mogę jedynie zgadywać, że może jesteście "zakwaszeni" ;) czyli jecie za dużo mięsa, a za mało warzyw i owoców, macie zbyt mało ruchu, za bardzo się stresujecie.

  • Dlaczego ciągle jesteśmy głodni? Macie wrażenie, że właściwie żyjecie po to aby jeść? Coś tam zjecie, chwila odpoczynku i mogę znowu po coś sięgnąć.
Odpowiedź na to jest prosta, za pewne od wielu lat Wasze odżywianie szło w złym kierunku. Spożywacie za dużo wysoko-przetworzonych produktów i o wysokim indeksie glikemicznym. Wzrasta wtedy poziom insuliny, która pomaga pozbyć się cukru we krwi (nie chodzi tutaj dokładnie o to, co przy słodyczach, mam na myśli teraz również inne produkty niż batoniki, spożywane od wielu lat kilka razy dziennie) i zaczynamy czuć się gorzej. Zamiast przetworzonej żywności powinniśmy sięgać po dużą ilość warzyw, roślin strączkowych, ogólnie węglowodanów nieprzetworzonych, czyli np. pieczywo z pełnego ziarna (wiem, że ciągle wałkuję te warzywa, ale chcę Wam uświadomić, jak bardzo ważne są w naszej diecie).

  • Najpiękniejsze i najbardziej satysfakcjonujące w zmianie nawyków żywieniowych, w mojej pracy jako dietetyk jest to, że nie tylko ja się zmieniam. Widzę zmiany w ludziach wokół mnie, bardziej interesują się tym co jedzą, pytają mnie co lepiej zjeść, po czym będą się czuli lepiej i co sprawi, że będą wyglądać lepiej.
Wy też powinniście, jako osoby już bardziej świadome, nauczać innych, przecież tu chodzi o nasze zdrowie.
To jak jecie teraz, wpłynie najprawdopodobniej na to, jak będą jadły Wasze dzieci. Zastanówcie się przez chwilę. Dzieci robią to, co robią ich rodzice. Czy chcecie, żeby Wasze dzieci odżywiały się niezdrowo, walczyły z nadwagą i otyłością? Nie. Zacznijcie więc dawać im dobry przykład.


A teraz, już na koniec, kilka porad jak radzić sobie ze stresem i złymi nawykami podczas niego!

  • Aktywność fizyczna! Nawet krótki spacer, kilka podskoków, trochę rozciągania, tańczenia sprawi, że uwolnią się endorfiny i poczujecie się lepiej! 
  • Jesteś w kinie. Zawsze kupowałeś popcorn, nachosy i do tego cola. Nie nie nie! Przygotowanie przekąski w domu, przed kinem, uchroni Cię przed pustymi kaloriami. Pokrojone warzywa, owoce w pojemniczku to dobre rozwiązanie :)
  • Nie próbuj na siłę być doskonały, nie musisz od razu umieć i robić wszystkiego. Daj sobie trochę czasu i przyzwolenia na popełnianie błędów, nie będziesz wtedy taki rozczarowany.
  • Bądź elastyczny. Nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli, ale takie jest życie. Naucz się dostrzegać w każdej sytuacji jakiś plus, znajdź coś co Cię rozbawi!
  • Znajdź wokół siebie ludzi, którzy będą Cię wspierać. Ci, którzy namawiają Cię do "złego" chyba najzwyczajniej w świecie zazdroszczą Ci, że zdobyłeś się na ten krok, na zmianę. Jeśli nie udało Ci się ich przekonać, żeby zostawili Cię w spokoju, omijaj te osoby, a pewnie zanim zdążysz się zorientować, będą chrupać marchewkę razem z Tobą :)
  • Unikaj również ludzi, którzy ciągle narzekają, nic im się nie podoba, będą Cię ciągnąć w dół, a Ty możesz być jeszcze zbyt chwiejny emocjonalnie, aby dać sobie z tym radę. Jak będziesz silniejszy, może uda Ci się nawet im pomóc, ale na początek - unikaj jak ognia.
  • Naucz się bycia osobą asertywną, mów NIE, jeśli coś Ci nie pasuje i czegoś nie chcesz. Np. kawałka ciasta. Jeśli ciężko Ci odmówić, odejdź na chwilę, udaj, że musisz zadzwonić - weź kilka oddechów i odpowiedz sobie na pytanie - czy na prawdę tego właśnie chcesz? kolejnych niepotrzebnych kalorii?
  • Rób sobie przerwy od pracy, staraj się jednak zmieniać wtedy otoczenie. Jeśli pracujesz przy biurku i czas na przekąskę - wyjdź gdzieś, do innego pokoju, na balkon. Odpocznij. Jedz świadomie - a nie przy telewizorze, czy komputerze. 


A co u mnie?

Moja nieobecność spowodowana jest kilkoma sprawami, z którymi w końcu się z Wami podzielę.
Nie ma się za bardzo czym chwalić, ale rozbiło to trochę mój rytm życia oraz sprawiło trochę kłopotów. Jakiś czas temu wspomniałam Wam, że mam problemy z oczami, rzeczywiście tak było, trochę słabo widziałam, ale wszystko przez to, że uderzyłam się mocno w głowę i miałam wstrząśnienie mózgu. Nie zorientowałam się od razu, do lekarza zgłosiłam się dopiero po kilku tygodniach, gdy problemy z koncentracją i pamięcią zaczęły mi przeszkadzać na uczelni oraz w życiu codziennym. Dostałam od neurologa lekki opieprz ;) że nie przyszłam od razu i nie leżałam kilka dni i nie odpoczywałam.

Gdy wydawało mi się, że już powoli wracam do siebie, miałam stłuczkę. Na szczęście nie z mojej winy, jednak okazało się, że załatwianie spraw warsztatowo-ubezpieczeniowych również zajmuje dużo czasu. Ciągle jednak miałam wrażenie, że nie do końca dochodzi do mnie to, co się dzieje wokół mnie. Lekarz przepisał mi specjalne tabletki, poprawiające koncentrację i gdy zaczęłam je brać również nie czułam się najlepiej.
Jednak dziś mogę już Wam powiedzieć, że wracam na właściwy tor i czuję, że zdecydowanie jest lepiej :)
Jaki morał z tego? Jeśli podejrzewacie, że coś niedobrego dzieję się z Wami, od razu zgłoście się do lekarza!

Co do mojej diety, nadal trwam, trochę mniej ćwiczyłam ostatnimi czasy, zawroty głowy i zmęczenie dawały o sobie znać. Schudłam jak na razie ok. 13 kg, piszę około ponieważ raz jest to -11 kg, raz -13 kg. Może kilogramów mi nie ubywa ostatnio w zastraszającym tempie, ale widzę zmiany po ubraniach! 2 tygodnie temu kupiłam sobie krótkie portki, dziś spadają mi z pupy ;) !

Na dziś tyle Trochę się zmęczyłam!